Kościelny fałsz

Jeżeli nie potrafisz śpiewać, milcz – tak można by zareklamować jeden z bydgoskich kościołów. Wszystko dzięki księdzu, który doniósł na policję na jedną ze swoich wiernych.
Jego zdaniem zbyt głośno śpiewała, a do tego kaszlała. I tak od ośmiu lat, aż w końcu miarka się przebrała do tego stopnia, że duszpasterz złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

Ciekawe do jakich grzechów można zaliczyć fałszowanie? Znawcą religii nie jestem, ale nawet ja wiem, że św. Augustyn powiedział: kto śpiewa, dwa razy się modli. Widocznie duszpasterz musiał ominąć lekcję religii, na której o tym mówiono. Albo co gorsza naoglądał się tych wszystkich „Mam talentów” i uznał, że zostanie bydgoskim Kubą Wojewódzkim. – Jestem na nie, dzwonimy po policję! – wyobrażacie to sobie?
Gdybym chciał być bezczelny, zapytałbym, skoro fałszowanie jest przestępstwem i trzeba wzywać policję, to jak zatem należy określić skrywaną w chłodnych korytarzach pomieszczeń z witrażami pedofilię? Spokojnie. Nie jestem, dlatego nie będę o to dopytywał.

Tak sobie myślę, że to jest zdecydowanie cięższy grzech niż fałszowanie, ale oczywiście mogę się mylić. W końcu punkt widzenia zależy od punktu siedzenia (a w tym przypadku – od klęczenia).
Za to bez wątpienia wszystkie znaki na ziemi i niebie pokazują, że maleje liczba osób regularnie uczęszczających do kościoła.

Niewątpliwie takie zachowania duchownych nie są przyciągające, to jest jasne. Co zatem powinniśmy sądzić o tych, którzy twierdzą, że ksiądz postąpił poprawnie? To samo, co ksiądz myślał o swojej wiernej – najzwyczajniej w świecie fałszują…

Co sobota nowy felieton z cyklu „Pyzia, jego mać!”