Philips Lumea BRI 956 – recenzja

Od kilku dobrych miesięcy fora internetowe zalewa temat Lumei. Internautki, ale i ku mojemu zaskoczeniu internauci zastanawiają się czy warto kupić ten depilator. Najczęściej padają pytania o to, czy jest bezpieczna, czy wysusza skórę, czy po depilacji jest ona zaczerwieniona, a przede wszystkim czy Lumea jest skuteczna. Ja już znam odpowiedzi na te pytania. Dlatego zapraszam do recenzji urządzenia do depilacji światłem  – Philips Lumea BRI 956. Było testowane, choć nie przeze mnie…:)

 

Przyznaję, że jako facet o tej słynnej „Lumei” za wiele dotychczas nie słyszałem. Dopiero kiedy dowiedziałem się, że dostanę ją do testów, zapytałem o nią moją połówkę i w odpowiedzi usłyszałem: – No coś ty?! Jak możesz nie znać Lumei! Ona podobno jest super! Jednak czy aby na pewno?

Urządzenie do tanich nie należy. Średnio musimy zainwestować w ten prezent około dwóch tysięcy złotych. Wiem, wiem, sporo – zawyją krytycy. I będą mieli rację. Ale czy nie warto czasem sprawić porządnego prezentu swojej połówce, by przez kolejne kilka lat nie słyszeć słów: – On o mnie nigdy nie pamięta!? Zawsze można w takiej chwili przypomnieć, że jednak raz się pamiętało…:)

A pisząc całkiem serio, depilator ma bardzo dobre opinie na jednej z najpopularniejszych stron z porównywarkami cen. 4,7 na 5 przy stu opiniach to już coś. Czy rzeczywiście jest się czym fascynować? Tutaj oddaję głos przedstawicielce płci pięknej, która wzięła na swój warsztat „Lumeę”.

 

PHILIPS LUMEA – DO CZEGO SŁUŻY? ZAWARTOŚĆ OPAKOWANIA

Philips Lumea jest urządzeniem do depilacji przy użyciu światła. Dzięki niemu częstotliwość depilacji można zmniejszyć nawet do co ośmiu tygodni. Tak zapewnia producent. Jak przekonuje Philips, jego urządzenie Lumea kieruje delikatne impulsy światła do cebulek włosów, przez co zapobiega ich odrastaniu. Zaś jeśli chodzi o zawartość, w środku, poza kilkoma nakładkami znajdziemy m.in. etui. Sami zresztą zobaczcie wszystko na poniższym filmiku.

 

APLIKACJA LUMEA IPL 

Z myślą o „Lumei” została stworzona aplikacja „Lumea IPL”. Przede wszystkim jest ona darmowa, a do tego po polsku. Z jej pomocą depilacja będzie znacznie łatwiejsza. Dlaczego? – zapytacie. Otóż oferuje ona samouczki napisane z myślą o depilacji konkretnych części ciała, tj.: nóg, pach, okolic bikini, twarzy, ramion i brzucha. Krokiem pierwszym jest wybór odcienia skóry, dalej wybieramy kolor włosów na depilowanym obszarze, pada też pytanie o to, czy wcześniej wykonywało się zabieg, po czym wyrażamy swoją gotowość do zabiegu, zapoznajemy się ze wskazówkami i działamy! Następnie aplikacja  podaje nam konkretną datę, kiedy mamy zabieg powtórzyć!

IMG_4783

IMG_4783

IMG_4776

IMG_4776

IMG_4778

IMG_4778

IMG_4779

IMG_4779

IMG_4781

IMG_4781

IMG_4739

IMG_4739

IMG_4738

IMG_4738

IMG_4737

IMG_4737

IMG_4736

IMG_4736

IMG_4735

IMG_4735

IMG_4782

IMG_4782

IMG_4733

IMG_4733

IMG_4780

IMG_4780

IMG_4775

IMG_4775

 

czy depilacja lumeą jest bezpieczna?

Tutaj pozostaje mi przywołać oświadczenie producenta na ten temat. Trudno mi samej cokolwiek więcej dodać na ten temat.

Profesjonalne zabiegi IPL istnieją już od 25 lat, a badania nie wykazały występowania raka skóry ani problemów z płodnością. Nie zgłoszono żadnych poważnych efektów ubocznych ani uszczerbków na zdrowiu wynikających z długotrwałego używania urządzeń tego typu. Technologię Philips Lumea IPL opracowano na podstawie technologii wykorzystywanej w profesjonalnych salonach kosmetycznych. Przystosowaliśmy tę technologię do bezpiecznego i efektywnego stosowania w domu. Urządzenie Philips Lumea zostało stworzone we współpracy z najlepszymi dermatologami i przetestowane przez ponad 2000 kobiet. Spełnia wszystkie normy bezpieczeństwa urządzeń przeznaczonych do użytku domowego. Podobnie jak w przypadku innych produktów do pielęgnacji skóry, należy korzystać z urządzenia w sposób zgodny ze wskazówkami zamieszczonymi w instrukcji obsługi.  

System bezpieczeństwa urządzenia Lumea umożliwia emitowanie błysków tylko wtedy, gdy nasadka ściśle przylega do skóry. Dzięki wbudowanemu filtrowi UV światło ma wpływ tylko na włosy, nie na skórę. Jeśli skóra jest zbyt ciemna, czujnik koloru skóry zapobiega emisji błysków. Zalecamy stosowanie urządzenia Lumea w dobrze oświetlonym pomieszczeniu, ponieważ zmniejsza to odczuwalną jasność błysku. Skutki uboczne i komplikacje, jakkolwiek możliwe, są bardzo mało prawdopodobne, jeśli tylko urządzenie Lumea jest używane zgodnie z zaleceniami i przy zachowaniu środków ostrożności opisanych w instrukcji obsługi. 

Więcej najczęściej zadawanych pytań znajdziecie >> TUTAJ <<

 
NA CO ZWRÓCIĆ UWAGĘ PRZY ZAKUPIE LUMEI?

Odcień skóry i odcień włosów to jest to, na co koniecznie musimy zwrócić uwagę przy zakupie Philipsa Lumea. Ze względu na uwarunkowania biologiczne (w której nie będziemy się teraz zagłębiać), np. osoby ogniście rude o Lumei mogą zapomnieć. Większość pozostałych – np. poza ciemnoskórymi – może śmiało o niej myśleć. Dokładniejszy schemat znajdziecie poniżej.

czujnik smart skin

Czujnik SmartSkin pomaga wybrać właściwe ustawienia, dzięki czemu zabieg będzie bezbolesny. Jak to działa w praktyce? Tutaj zacytuję producenta: Aby wybrać odpowiednie ustawienie, naciśnij czujnik SmartSkin (ikona lupy) i przyłóż urządzenie Lumea do skóry. Urządzenie wykona skanowanie skóry i zacznie migać zalecana intensywność światła, wskazując na podstawie odcienia skóry, jakich intensywności można używać. Naciśnij przycisk potwierdzenia (V), aby potwierdzić, że chcesz użyć zalecanego ustawienia w celu rozpoczęcia korzystania z urządzenia. Intensywność światła można również ustawić ręcznie.  

I rzeczywiście tak jest. Czujnik świetnie radził sobie z moim odcieniem skóry. Skanowanie przebiegało bez problemu, po czym następował błysk. Jeden błysk to kwestia dosłownie sekundy. A co z zaczerwieniem skóry? O tym za chwilę…

TEST LUMEI

Teraz czas na najważniejszy rozdział tego wpisu, czyli test. Testowałam Lumeę przez kilka tygodni. Wcześniej słyszałam o niej wiele dobrego, jedna nie zawsze to, co mówią, musi mieć odzwierciedlenie w rzeczywistości. W związku z tym do testów podeszłam nieco sceptycznie. Nigdy nie przepadałam za bolesną depilacją, dlatego na Lumeę czekałam jak na zbawienie. I w końcu się doczekałam.

 

Najpierw ogoliłam nogi maszynką manualną i zrobiłam test intensywności światła, by sprawdzić, czy moja skóra nie będzie zbyt czuła, a włoski za jasne. Na szczęście okazało się, że nic takiego nie ma miejsca i mogę śmiało korzystać z Lumei.

Po tej czynności odbyłam swoją pierwszą depilację. Urządzenia można używać zarówno gdy jest podłączone do sieci, jak i  bezprzewodowo. Co prawda, za pierwszym razem golenie obu łydek nie zajęło mi 8,5 minut, o czym pisze na swojej stronie producent, ale zapewne wynikało to z mojego braku wprawy, a nie cech urządzenia. Przyznam, że trzeba nauczyć się przykładania urządzenia do skóry, by robić to pod odpowiednim kątem. Jeśli urządzenie nie będzie dobrze przyłożone, nie zapali się czujnik „ready” i nie dojdzie do wyzwolenia błysku. Sprytne, ale i bezpieczne dla skóry i oczu. Mimo to, pierwsza depilacja i tak przebiega sprawnie i zdecydowanie szybciej tradycyjne sposoby. Co więcej, z depilacji na depilację idzie to zdecydowanie sprawniej. Teraz depilacja łydek zajmuje mi około dziesięciu minut. Nie jest to dużo, tym bardziej, że – i to jest dla mnie najważniejsze – depilacja w wykonaniu Lumei nie boli! Do wyboru mamy pięć poziomów mocy błysku, ja swoje wykonuje na mocy największej, a mimo to czuję jedynie i to nie wszędzie lekkie ciepło. To uczucie nie powoduje dyskomfortu, jest nawet przyjemne. Samą depilację ułatwiają precyzyjne nasadki (liczba zależna od modelu). Dzięki temu możemy golić m.in. pachy, bikini i ramiona.

Jakie są wrażenia tuż po zabiegu? Skóra po samej depilacji jest gładka, nie jest podrażniona, nie pulsuje. Jedyne na co trzeba uważać, to duże pieprzyki. Ale i na to jest sposób. Wystarczy w takich sytuacjach używać precyzyjniejszych nakładek i omijać te miejsca. Zabieg depilacji Lumeą wykonuje się też zdecydowanie rzadziej niż w przypadku standardowych maszynek, o czym więcej już za chwilę.

 

 

CZĘSTOTLIWOŚĆ ZABIEGÓW

Wszystko zależy od naszej skóry. Średnio, pierwsze 4/5 zabiegów robi się co dwa tygodnie. Następnie częstotliwość maleje między 4 a 8 tygodni. I rzeczywiście jest to prawda. Już po teście światła, który polegał na tym, że w jednym miejscu błysnęłam Lumeą, by sprawdzić, czy moja skóra będzie akceptowała to urządzenie, okazało się, że to urządzenie działa.

 

PODSUMOWANIE

Po kilku miesiącach użytkowania Lumei stwierdzam, że warto w nią zainwestować. Co prawda, mówimy o niemałej kwocie, ale… Zamiast szukać tańszych odpowiedników lepiej postawić na sprawdzone urządzenie, znanego producenta. Tym bardziej, że to działa. Najlepiej wie o tym mój ukochany, który już nie słyszy krzyków dobiegających z łazienki, spowodowanych goleniem woskiem:) Zakup warty jest swojej ceny, nie wyobrażam sobie, by ktoś mógłby go pożałować! Co więcej – zakup Lumei nie wymaga dokupowania kolejnych produktów, jak choćby nasadki. Lumea może wytworzyć 250 000 błysków, czyli powinna spokojnie wystarczyć na całe życie.

Skóra po 2 tygodniach od depilacji Lumeą. Włosków jest niewiele.
Skóra po 2 tygodniach od depilacji Lumeą. Włosków właściwie brak!

Najważniejsze fakty są takie, że rzeczywiście z każdym zabiegiem odrasta coraz mniej włosków. Zauważyłam, że dochodzi do tego, że już robi się skupiska, w których w ogóle włosy przestają rosnąć. Gwarantuję, że widoczna różnica pojawia się już po kilku zabiegach. Pamiętam jak dziś, że po każdej depilacji zwykłą maszynką kiedy włosy odrastały, odczuwałam mało komfortowe kłucie. Tutaj na szczęście tego nie ma.

Miałam szczególne obawy przed tym, że Lumea będzie wysuszała skórę i powodowała zaczerwienienia. Na szczęści nic takiego nie ma miejsca. Skóra się nie czerwieni, choć oczywiście trzeba uważać na pieprzyki. Ale akurat to normalne, tak samo jak przy opalaniu.

Producent obiecuje, że regularne zabiegi przynoszą rezultaty. I z tym się zgodzę. Jako użytkowniczka mogę powiedzieć, że efekt „wow” został osiągnięty! PS-Czytając na temat Lumei, natknęłam się na opinię mężczyzny, który kupił ją swojej kobiecie. W komentarzu przekonywał, że usłyszał później od swojej żony i córki, że to najlepszy prezent, jaki dostała. Wtedy tego nie rozumiałam. Myślałam, że to kolejna pijarowa papka. Teraz zmieniłam zdanie. Lumea? Wiem, że warto. Przekonałam się o tym na własnej skórze.