Po czym poznać Polaka na wakacjach?

prawdziwypolak

Wiecie po czym poznać Polaków na wakacjach? Dam Wam kilka wskazówek, które znacznie ułatwią Wam to zadanie…

Lekcja pierwsza
Jeżeli jesteście za granicą i słyszycie jak ktoś w hotelu pyta co dają tutaj za darmo, to wiedzcie, że nasi rodacy tam są. Co najmniej cztery razy byłem świadkiem jak Polacy o to pytali, nim zdążyli dostać klucze do swojego pokoju.

Lekcja druga
Jeżeli widzicie dorosłe osoby, które donośnym głosem pytają swoje małe dzieci – Jasiu, jak to będzie po angielsku?! – to też wiedzcie, że tam gdzie jesteście, dotarła już polska szarańcza.

Lekcja trzecia
Tym razem scenka sytuacyjna. Stoi troje dorosłych ludzi. Z daleka słychać jak jedno z nich mówi coś głośno, ale bardzo wolno. Podejdźcie bliżej a usłyszycie jak Polacy mówią: – Wooodaaaa, chceeeemmmyy wooddęę! Obcokrajowiec nadal nie rozumie. Co nasi ziomkowie na to? Mówią jeszcze raz to samo. Tyle tylko, że tym razem robią to jeszcze wolniej i głośniej. Uważają, że wystarczy mówić wolno, żeby każdy obywatel świata zrozumiał co chcemy powiedzieć po polsku. Rooo-zuuuu-mieeee-cieee?

Lekcja czwarta
W hotelu wszyscy chodzą po korytarzu w ubrania, ewentualnie w szlafrokach. A tu proszę, idzie dwójka 40-latków, w samych majtkach, z przewieszonymi przez ramię recznikami. Bez namysłu możecie im powiedzieć: – Dzień dobry!

Lekcja piąta
Śniadanie hotelowe. Większość zgromadzonych w stołówce je to, co wpadnie im w oko. Nakładają małe porcje. Poza ostatnim stolikiem, reprezentowanym przez Polaków. Jest szwedzki stół. Nasi najmilsi gospodarują każdą wolną przestrzeń swojego talerza. Biorą nawet wielkimi łyżkami salatkę, która nie ma nic wspólnego z przymiotnikiem „świeży”. Głeboko biorą sobie do serca myśl nieznanego filozofa, że liczy się ilość, a nie jakość. No i by było to przede wszystkim darmowe!

Lekcja szósta
Uwaga. Dotyczy ona również Rosjan. W hotelu – czy ktoś tego chce czy nie – gra głośna muzyka. Przeważnie techno albo disco polo. To również nasza domena. Uwielbiamy testować nasze głośniki ze wszystkimi współlokatorami. Uwaga druga – występuje również wersja pozahotelowa. Najczęściej można ją dostrzec w komunikacji miejskiej. W takich miejscach Polacy uwielbiają chwalić się swoimi telefonami i tym jak wielką moc mają ich głośniki. Np. tym sposobem rok temu słyszałem w autobusie (i pozostali pasażerowie również!) polską piosenkę: „Straciłaś cnotę, bo co? Bo sama tego chciałaś. Straciłaś cnotę i co? I już nie będziesz miała”. Dobrze, że chociaż nasi rodacy dbali o różnorodność repertuaru. Po dwudziestu minutach „zapodali kolejną nutę”, z trudną do wymówienie zbitką słów – „A ona robi loda mu, bo lubi. Robi loda mu, bo lubi. Jakie to piękne jest!”.

Lekcja ostatnia
Kończy się nasz pobyt. Stoimy niedaleko recepcji. Idzie kilkoro osób z wielkimi plastikowymi torbami. Zatrzymuje ich hotelowa ochrona, która każe wyciągnąć wszystko z reklamówek. Bingo, nasi tu są! Z reklamówek wyciągają hotelowe ręczniki i szlafroki, których rzecz jasna nie można ze sobą zabierać. No ale przecież Polacy nawet o tym nie pomyśleli. Te wypakowane po brzegi reklamówki wzięli przez przypadek!

P.S Jeszcze coś mi się przypomniało. Jeżeli widzicie jak ktoś myje swoje nogi w wodzie ze świętego źródełka to możecie mu powiedzieć: „Dzień dobry”. Po polsku …

 Co sobota nowy felieton z cyklu „Pyzia, jego mać!”