Wakacje na Kubie. Listy z podróży. Część pierwsza

Drodzy!

Przesyłamy słoneczne pozdrowienia z Kuby!

Polaków jest tu sporo. Część z nich przynosi niemało radości. Zabawne są te momenty, jak sytuacja, w której nasz rodak mówi po polsku do kucharza: – Za bardzo mi wysmażyłaś tego stęka. Weź mi to trochę no wiesz!…

I ten biedny kucharz nie wie o co chodzi. Albo inny przykład. Polak podchodzi do baru i mówi po polsku do barmana: – Weź daj mi coś dobrego. Tylko niech dobrze wali w głowę. Może być brandy! Miny barmanów bezcenne. A Polak się dziwi, że barman nie wie o do chodzi. Próbowaliśmy ośmiorniczek – smakują, jak pieczarki. Małże, jak drobne mięso. Jedzenie bardzo dobre. Plaża – rano mała, wraz z upływem dnia coraz większa (zależnie oś odpływu wody).

Samochody – najwieksza atrakcja Kuby. Zdążają się nawet Fordy z 1920 roku! Pełnią one funkcje taksówek. Są państwowe.

Ford z 1920 roku.

Panuje tutaj szalenie duża bieda. Jeszcze większa niż na Dominikanie. Ale ludzie są szczęśliwi. I chyba nieco leniwi. Nieważne, że w domu jest bałagan (często nie mają drzwi w domu i wszystko widać). Najważniejsza jest weranda, na której obowiązkowo muszą być krzesła. Siedzą sobie na nich i patrzą się na ulice często przez cały dzień. Nic więcej im do szczęścia nie jest potrzebne.

Lotnisko to jakiś jeden wielki żart. Wszystkich wchodzących z samolotu kontroluje kamera na podczerwień. Wszystko po to, by nie wpuścić nikogo do kraju kto ma gorączkę. Zresztą podobnie jest z powrotem. Obok kamery siedzi spocony wojskowy doktor i dwie pielęgniarki – w koronkowych rajstopach, każda waży ponad 120 kg i tylko odlicza godziny do końca pracy. Swoją drogą nie wiem, gdzie one się tak utuczyły, skoro jest tutaj poza hotelami tak cieżko o jedzenie;)

Plaża na Kubie.

PS-tutejsze pola uprawne to niezły kosmos. Latają po nich prosiaki, konie i kozy. Ludzie jeżdżą rowerami i powozami konnymi, jak u nas sto (?) lat temu.

PS2-przelatywaliśmy nad Grenlandią. Topniejące lodowce to istna prawda – widzieliśmy je na własne oczy. Mamy zdjęcia!

PS3-zaraz spróbujemy wysłać zdjęcia. Zobaczymy czy się uda – tutejszy internet jest kontrolowany i często działa bardzo słabo.

PS4-kontrola jest tak duża, że wymieniając euro na kubańską walutę trzeba dać do wglądu paszport, z którego spisują imię i nazwisko i wpisują to do systemu.

PS5-mimo panującego systemu jest tu bardzo bezpiecznie. Chyba nawet bardziej niż na Dominikanie.

PS6- w piątek jedziemy do Hawany. Wycieczka całodniowa. Wyjazd o 4 nad ranem, powrót po 2-giej w nocy. Nie możemy się doczekać.

PS7-Poszliśmy do pobliskiego miasteczka, oddalonego 2 km od nas, i zaszliśmy na drinka. Ceny nas zaskoczyły. Mohito, czytajcie drink z alkoholem i prawdziwą miętą kosztował 2 CUC-e (1 CUC=1 euro), co znaczy, że drink kosztował ok 9 zł.  Tak tanio to nawet w Polsce nie jest. Patrzyliśmy z ciekawości na inne rzeczy. Kanapka z krewetkami kosztowała 12 zł!

Niedługo znowu się odezwiemy
Pozdrawiamy,
P&K