Dominikana. Raj, ale nie dla wszystkich

Miejsce, które śmiało można nazwać rajem na ziemi. Jest drugim co do wielkości państwem na Morzu Karaibskim. Zamieszkuje ją 10 milionów osób, czyli mniej więcej jedna trzecia ludności w naszym kraju. Średnia temperatura w ciągu dnia wynosi 30 stopni. Do tego piękne plaże, mnóstwo palm i krystaliczna woda. Czas na podróż na Dominikanę.

To oddalone od Polski państwo możemy zobaczyć po trwającym 11 godzin, bezpośrednim locie samolotem. Wbrew pozorom, choć odległy to od nas kraj, możemy napotkać tutaj wiele polskich śladów. Dominikańczycy, słysząc skąd pochodzimy, bez zastanowienia mówią: Jan Paweł II. To nie przypadek. Polski papież trzykrotnie odwiedzał ten kraj. Zresztą z tej okazji wydano pamiątkową monetę, a do dzisiaj, w stolicy Santo Domingo stoi papamobile, którym tutaj przemieszczał się nasz rodak. Na jego cześć została nawet nazwana jedna z autostrad. Polacy są tutaj często myleni z Rosjanami, których tu nie brakuje. Dopiero powolne wyjaśnienia skąd się pochodzi sprawiają, że odzew jest natychmiastowy: Robert Lewandowski! I choć według dostępnych statystyk żyje tu tylko stu Polaków, trudno nie natknąć się na naszych rodaków. Co chwila na Dominikanę przylatują samoloty z Polski. Bezpośrednie loty są nie tylko z Warszawy, ale i również z Katowic. To właśnie tutaj kilka miesięcy temu odpoczywał m.in. były premier, Leszek Miller, a wcześniej Piotr Kupicha z zespołu Feel, Kinga Rusin, czy pięściarz Artur Szpilka. To również tutaj od 2009 roku mieszka Andrzej Mogielnicki, autor tekstów piosenek, który na swoim koncie ma takie przeboje jak „Mniej niż zero”, „Takie tango”, „Nie wierz nigdy kobiecie”, czy „Zamki na piasku”.

 

SMUTNIEJSZA WERSJA HAWANY

Przywołana stolica Santo Domingo, swoim klimatem przypomina smutniejszą wersję sąsiadującej Kuby i jej kolorowej Hawany. To najstarsze miasto w Ameryce Południowej zostało założone przez brata Krzysztofa Kolumba – przez Bartolomeo w 1496 roku. W efekcie wiele lat później Stare Miasto zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Niestety widok żebrzących dzieci na starówce nie jest tutaj czymś zaskakującym. W wielu miejscach miasto przypomina wymarłe, a bieda kłuje w oczy. Trzeba też uważać na kieszenie ze względu na drobnych złodziejaszków. Dla kontrastu, w innych dzielnica można wypatrywać najnowsze modele Ferrari i Porsche. Zaś lokalni przewodnicy przekonują, że miasto wcale nie jest biedne, a na porównanie do Hawany reagują newralgicznie tłumacząc, że dominikańska stolica jest zdecydowanie bogatsza. Finansowo być może tak, w przypadku klimatu miasta – już niekoniecznie.

 

GWIAZDY Z SĄSIEDZTWA

Dominikana swoimi plażami przyciąga wiele gwiazd. To właśnie tutaj odpoczywali Shakira, Pitbull, Cameron Diaz, Michael Jackson czy Jay Z z Beyonce. Do tego Enrique Iglesias kręcił tutaj teledyski, a jego ojciec Julio – miał dołożyć się do budowy lokalnego amfiteatru w Altos de Chavon, gdzie notabene występowali m.in. Frank Sinatra, Carlos Santana czy Shakira. Dominikana to również przepiękne pola golfowe. To nie przypadek, że na partyjkę przyjeżdżał tutaj sam Bill Clinton i Tiger Woods. Za to problem z przyjazdem mogłaby mieć gwiazda Hannah Montany, Miley Cyrus, której władze zakazały planowanego na Dominikanie, ponieważ Działania pani Cyrus są niemoralne i zakazane w dominikańskim prawie – napisano w uzasadnieniu decyzji.

 

EMERYTURA? A CO TO?!

Na miejscu poznaję 24-letniego Carlosa. Mimo swojego młodego wieku już zdążył zostać szefem guess service’u w jednym z pobliskich hoteli. Okazuje się, że Dominikańczycy, podobnie jak Kubańczycy, żyją bardzo długo. Babcia wspomnianego Carlosa ma 106 lat i czuje się świetnie. Uwielbia tańczyć, pić drinki i grać w domino. Energii mógłby jej pozazdrościć nie jeden 50-latek. Dopiero teraz można zrozumieć, dlaczego na Dominikanie nie istnieje coś takiego jak emerytura. Zasada jest bardzo prosta – przestajesz pracować, musisz liczyć na utrzymanie rodziny. Dzieci i wnuki są twoją emeryturą. A co w sytuacji, kiedy jesteś skłócony z familią i nikt nie chce ci pomóc? To już tylko i wyłącznie twój problem…

 

PROSTA FILOZOFIA

Kiedy piszę te słowa, zajadam się świeżą pizzą, którą możemy w hotelu jeść dowoli, a obok chodzą kury, dokarmiane resztkami tej niezbyt dominikańskiej potrawy. O dziwo, wbrew pozorom obsługa hotelu wcale nie zarabia mało. Carlos, z którym się zaprzyjaźniliśmy przyznał, że zarabia każdego miesiąca powyżej 2,5 tysiąca dolarów plus minimum 1 tysiąc z napiwków. Wystarczy spojrzeć na kurs dolara (1dolar = 4 złote), by dojść do wniosku, że wiedzie mu się dobrze. Chłopak ma 24 lata, świetnie zna angielski, dogaduje się również po rosyjsku, włosku, portugalsku i niemiecku. Do tego oczywiście hiszpański, który jest tutaj językiem urzędowym. Rozmawialiśmy z nim o zarobkach w Polsce. Do tego stopnia był zszokowany, że w ramach pocieszenia zaprosił nas poza hotel do włoskiej restauracji na pizzę. Inna sprawa, że poza hotelarstwem tak dobrze już się nie zarabia. 300-500 dolarów to średnie, miesięczne zarobki.

Wracając do wizyty w pizzerii, zachowanie tego młodego Dominikańczyka mocno mnie zdziwiło. Na wielkim talerzu został nam jeden kawałek pizzy. Carlos poprosił o zapakowanie go na wynos – wziął go dla sąsiada mieszkającego obok. Tutaj takie zachowanie jest po prostu normalne. Kiedy Dominikańczycy robią w swoim domu kawę, chodzą „po sąsiadach” i zapraszają ich do siebie. Podobnie jest przy okazji obiadów i innych posiłków.  Kompletnie inny świat.

 

POBUDKA RAZEM Z KOGUTAMI

Nawet jeśli ktoś jest największym na świecie miłośnikiem spania, tutaj nie będzie w stanie spać dłużej niż do 7-mej rano. Wszystko przez różnicę czasu w stosunku do Polski, wynoszącą zimą 5, a latem 6 godzin. To sprawia, że w ciągu pierwszych dni, będąc na dominikańskiej ziemi już o godzinie dwudziestej zasypiamy jak małe dziecko, po to, by rano wstać razem z kogutami. A propos kogutów – to właśnie Dominikana jest jednym z krajów, w których możemy oglądać walki kogutów. Poza baseballem to najpopularniejszy tutaj sport narodowy. Właściwie każda większa wieś ma swoją arenę, nazywaną „gallerą”, na której odbywają się walki kogutów, określanych tutaj jako „gallosów”.

 

DOMINIKANA OD KUCHNI…

Nikogo nie zaskakuje to, że tutejsza kuchnia jest wyśmienita. Jest to mieszanka właściwie większości światowych kuchni. Zdecydowanie największa uwagę turystów przyciąga owoc „chinola”, „passiflora”, „męczennica jadalna” albo po prostu „marakuja”. Ten jajowaty owoc ma kleisty galaretowaty miąższ o smaku słodko-kwaśnym. Poza tym z owoców dochodzą banany – nieco mniejsze od tych dostępnych w naszych sklepach. Choć różnice w rozmiarach są niewielkie, to już w smaku różnica jest ogromna. Nie czuć w nich żadnej chemii, smakują zdecydowanie inaczej, po prostu lepiej. Pisząc o dominikańskiej kuchni, trzeba oczywiście wspomnieć o najpopularniejszym składniku obiadu – „pollo”, czyli o pieczonym kurczaku. Do tego dochodzą owoce morza, papaje, ananasy i krwiste steki.

– Dla mnie kuchnia dominikańska to jedyny minus tego kraju. Jest mdła, mało urozmaicona, a do tego bez przypraw. Dominikańczycy są bardzo słabi w gotowaniu. Produkty mają świetne, ale nie potrafią z nimi nic zrobić – przekonuje Michał  Pyszniak, Polak mieszkający na Dominikanie

Poza tym Dominikańczycy chętnie uprawiają tytoń. Za to już pali go niewiele, szacuje się, że tylko pięć procent.

 

RUDY SKARB

Co ciekawe, dominikańska republika jest jednym z niewielu państw na świecie, w których wydobywa i zbiera się bursztyn. Zdecydowanie największą atrakcją jest bursztynowa biżuteria z zatopionymi w niej owadami. Notabene taką samą znajdziemy nad naszym polskim morzem. Za to nad Bałtykiem nie wypatrzymy ogromny wielorybów Humbaków, które w szczególności w okolicach lutego i marca odwiedzają dominikańskie wody, by odbyć gody. Do tego dochodzi inny rudy skarb – rum! Narodowym alkoholem są zdecydowanie piwo Presidente i rum Brugal, o delikatnym karmelowym smaku. Ten ostatni jest trzecim producentem rumu pod względem wielkości na świecie! Przy okazji alkoholu nie można też zapominać o mammajuanie, czyli dominikańskim trunku na potencje. Według zapewnień lokalnych sprzedawców pomaga przy wszystkich chorobach, od zatrucia po prostatę. W rzeczywistości ten trunek to tak naprawdę nalewka z rumu, czerwonego wina i specjalnej mieszkanki przypraw i korzeni.

 

PO PIERWSZE – POJUTRZE!

Każdy kto odwiedzi Dominikanę, z pewnością usłyszy „pasado mañana”, co w wolnym tłumaczeniu znaczy „pojutrze”. Ta lokalna filozofia tyczy się wszystkiego. Nie działa Wam prysznic? Spokojnie, pojutrze się tym zajmiemy! Źle się czujesz? Lekarza wezwać? Ok, ale „pasado mañana”! Ta maksyma bardzo podoba się turystom. Spokój i dystans do życiowych problemów mocno urzekają obcokrajowców. Inna sprawa, że często za tym luźnym podejściem kryje się głupota. Podobno aż 80 % kierowców na Dominikanie nie ma prawa jazdy! Co gorsza, jeżdżenie na tzw. „długich światłach” jest normą (Dominikańczycy „krótkimi gardzą”), a przejeżdżanie na czerwonym świetle nie jest szczególnym wyczynem. Widziałem jak Dominikańczycy jeżdżą na własne oczy. Można to opisać jednym słowem „tragedia”! Co więcej, powtarza się, że jeżdżenie pod wpływem alkoholu nie jest tutaj niczym szczególnym, a wręcz odczuwa się powszechne przyzwolenie! I najlepsze – będąc po kilku piwach – wystarczy jechać przy włączonych światłach awaryjnych, by policja nie mogła nas zatrzymać!? To ostatnie to akurat mit. Światła awaryjne są jedynie informacją, by uważać na danego kierowcę. Mimo to policja może nas zatrzymać. Zaś jeśli chodzi o samochody – kryterium jest jedne – musi tylko jeździć. Efekt jest taki, że często żadne światła nie działają, a jadąc w środku nocy nagle możemy na ulicy natknąć się na inny samochód, który spokojnie jedzie sobie bez jakiegokolwiek oświetlenia. Poza samochodami w oczy rzucają się tzw. „motoconchos”, czyli motocykle, na których całe kilkuosobowe rodziny jadą przyklejone do siebie, wioząc przy tym torby z zakupami.

 

SAONA

Jeżeli chcecie poznać najpiękniejsze miejsce na świecie, koniecznie musicie popłynąć na wyspę Saona, położoną między Punta Caną, a miastem La Romana. To nie przypadek, że właśnie tutaj (podobno!) kręcono reklamy batonów Bounty i rumu Bacardi. Widziałem w swoim życiu sporo, ale nic nie przebije tego widoku. Jeżeli istniał raj, to zapewne wyglądał właśnie tak! Na wyspę przypływa dziennie około 2,5 tysiąca turystów. Oznacza to, że rocznie to miejsce odwiedza średnio 900 tysięcy osób. Zdecydowanie sporo. Mimo to nadal wyspa jest czysta, ze swoim dziewiczym urokiem. Pewnie to dlatego, że obowiązuje tutaj zakaz budowy hoteli, a wyspę zamieszkuje zaledwie około 250 osób. W drodze powrotnej na turystów czeka jeszcze jedna atrakcja. Postój w miejscu oddalonym kilka kilometrów od brzegu, gdzie woda sięga do pasa. I niespodzianka – zdjęcia z rozgwiazdami, które kilka sekund po wyjęciu z wody trzeba je odłożyć z powrotem, by przeżyły.

 

PLAŻE PRZEDE WSZYSTKIM

Dominikańskie plaże do najpiękniejszych na świecie. Biały piasek, krystalicznie czysta woda i do tego palmy, które zostały kilkadziesiąt lat temu zasadzone przez ludzi. Na co spostrzegawczych czeka rejs statkiem, w trakcie którego możemy zobaczyć płynące delfiny. Ci bardziej odważni mogą nawet wypłynąć nad Morze Karaibskie i w specjalnie wydzielonej strefie popływać z delfinem albo po prostu dać mu całusa. Takie widoki pamięta się do końca życia. A już na pewno zapach tego zwierzęcia, zbliżony do odoru ryb. Z fauny można też wypatrywać flamingów, które stanowią tutaj często atrakcję w oczach wodnych na terenie hoteli. Ale wbrew powszechnym wyobrażeniom Dominikana to nie tylko plaże. To również sporo lasów tropikalnych, w których możemy zobaczyć heban, palmę królewską, a także mahoń. Samych tylko parków narodowych jest 9. Do tego mnóstwo rezerwatów sprawia, że aż 20 procent terenów Dominikany to tereny chronione. To wszystko sprawia, że widać zieleń na każdym kroku.

 

RAJ? TYLKO DLA TURYSTÓW

Cały ten zachwyt Dominikaną jest mocno przekłamany. Tak naprawdę to tylko obraz, z którym spotyka się większość turystów. Życie samych Dominikańczyków nie jest już tak różowe. Wystarczy wychylić nos poza komercyjne zakątki, by zobaczyć biedę. Co innego jest przebywać tam dwa tygodnie na rajskich wakacjach, a co innego – tam mieszkać. Szczęśliwie nie musiałem tam korzystać ze służby zdrowia. Piszę szczęśliwie, ponieważ dominikańska służba zdrowia plasuje się na jednym z ostatnich miejsc w światowych rankingach. Tamtejsze przychodnie mają problem z walką z nadciśnieniem tętniczym, cukrzycą, nie wspominając już o nowotworach i chorobach zakaźnych, jak AIDS i HIV.

 

BEZPIECZNIE, ALE…

Dominikana jest krajem pozornie bezpiecznym. Turyści, zamknięci w złotych klatkach, jakimi są tamtejsze hotele, nie powinni mieć powodów do zmartwień. Rozległe kompleksy są często strzeżone przez uzbrojonych w długą broń strażników, którzy upływający czas urozmaicają sobie, puszczając muzykę ze swojego podstarzałego telefonu komórkowego. Dopiero, kiedy opuści się hotelowe mury, szczególnie po zmroku, można odczuć pewien niepokój. Niby jest bezpiecznie, ale czuć na sobie wzrok „lokalsów”. Nasza jasna karnacja przyciąga uwagę. Szczególnie mocno musimy się wystrzegać odpowiadania na zaczepki. Czekając na autobus, wielokrotnie będziemy zaczepiani przez Dominikańczyków na rozklekotanych motorach, którzy za drobne pieniądze podwiozą nas, gdzie trzeba. Zresztą nawet jeżeli nie będziemy do nich machać, to sami do nas podjadą i zaproponują przewózkę. Na szczęście nie są nachalni. Do tego dochodzi jeszcze handel narkotykami, z którymi od lat boryka się to państwo. Szacuje się, że aż 30% narkotyków trafiających na amerykański rynek pochodzi właśnie z Dominikany, na którą trafiają one z Kolumbii.  Korupcja jest tutaj ogromnym problemem. Podobnie jak Haitańczycy, których państwo graniczy z Republiką Dominikany. Według statystyk przestępstwa z ich udziałem na Dominikanie, wynoszą nawet 70 procent. Co ciekawe, nikt nie jest ich w stanie policzyć. Zakłada się, że razem z nielegalnymi imigrantami Dominikanę zamieszkuję około 25 procent Haitańczyków.

 

ŚPIEWAĆ KAŻDY MOŻE

Moglibyśmy uczyć się od tych ludzi podejścia do życia. Tutaj nawet sprzątaczka jest uśmiechnięta mimo że widać na jej twarzy ogromne zmęczenie. Wszyscy mają takie nastawienie. Nawet robotnicy, którzy na budowie na pełnym słońcu są od 9:00 do 18:00, budując kolejne hotele przy pomocy prymitywnych narzędzi. Nikt nie narzeka, wszyscy są zadowoleni, że mają co jeść i za co żyć. Kiedy kończy się w czasie śniadania kawa, kelner z uśmiechem na ustach tanecznym krokiem podchodzi i proponuje dolewkę. Przy takiej pogodzie problemy maleją na wadze. Nikogo tutaj nie dziwi śpiewający barman albo hydraulik pochylony nad naszym zatkanym zlewem. Po prostu – Dominikańczycy cieszą się z tego, co mają! A biedę i inne niedogodności nadrabia pogoda.

Krzysztof Pyzia

 

Uwaga! Kopiowanie fragmentów oraz całego tekstu bez zgody autora zabronione!

Tekst po raz pierwszy ukazał się w tygodniu
Angora (
numer 34/2017 z dnia 20.08.2017, s. 78)

Tygodnik Angora - logo

 

 

Saona. Raj na ziemi.
Saona. Raj na ziemi.
Papamobile na Dominikanie, którym jeździł Jan Paweł II
Papamobile na Dominikanie, którym jeździł Jan Paweł II
Wyspa Saona – cud ziemi!
Wyspa Saona – cud ziemi!
Na Dominikanie nie brakuje palm, również na plaży.
Na Dominikanie nie brakuje palm, również na plaży.